Porażka – jak sobie z nią poradzić?

Moja mama zawsze powtarza Nienawidzę planowania. A ja, jej jedyna córka, jak na złość mogłabym siedzieć z notesem i zapisywać. Listy do zrobienia, mapy myśli, analizy SWOT, hasła motywacyjne. Lubię, po prostu lubię to robić. Plany jednak w procesie realizacji potrafią spłatać nam figla i wtedy trafia w nas słowo porażka. Auć. Co wtedy?
Kiedy niejedna z nas usłyszy to w swojej głowie staje niepewnie i przewraca oczami. Pojawiają się iskierki strachu, który potrafi spędzić sen z powiek. Dłonie się pocą, a nogi plączą. Porażka. Brrrr. Jak sobie z nią poradzić? Czy można zamienić ją na klucz do sukcesu?

Porażka to paskudny moment, kiedy uświadamiamy sobie, że coś nam nie wyszło. Popełniliśmy błąd, jest nam głupio, a policzki płoną kolorem czerwonym niczym straż pożarna. Wiecie, że w słowniku synonimów dopasowania to klęska, ruina, katastrofa, tragedia? Mam wrażenie, że to brzmi trochę za bardzo patetycznie.

POMYŚL, ŻE PO PROSTU SIĘ NIE UDAŁO

Porażka? Nie, po prostu nie udało się, nie wyszło. Przecież nie musi wszystko wychodzić za każdym razem, prawda? Czasami musi być wpadka, przecież na takiej sinusoidzie polega życie. W takich sytuacjach staram się zachować spokój i nie wyolbrzymiać problemu, a wręcz go umniejszać. Co mi da, że będę się martwić i tracić nerwy?

Każdemu coś się nie udaje. Pamiętam jak nie dostałam się za pierwszym razem na studia. Niechętnie wspominam sytuację, gdy zostawił mnie facet, albo obraziła się przyjaciółka. Kiedy nie dostałam wymarzonej pracy, bo powiedzieli, że mimo moich fantastycznych pomysłów wezmą kogoś z większym doświadczeniem. Wspominam kiepski placek z gruszkami, w którym zatopiła się kruszonka, a końcowy efekt był wart jedynie wyrzucenia go do śmietnika. Tylko co z tego?

To, że zaczynamy się czegoś uczyć nie znaczy, że będziemy od razu wszystko umieć. Kiedy małe dziecko uczy się nowych umiejętności nie zraża się, gdy upadnie albo coś wypadnie mu z ręki. A nas ogarnia strach.

Czekanie, aż strach nas opuści, aby zacząć działać jest błędem. Strach nie minie, jeśli nie zaczniesz działać. Strach może być cały czas Twoim wiernym towarzyszem, ale to nie znaczy, że niczego nie możesz dokonać. Wiesz jak się bałam, kiedy pierwszy raz prowadziłam zajęcia w gimnazjum? Pomyślałam, że ta młodzież mnie zaraz zje. Wiedziałam, że muszę mieć dobry plan zajęć, żeby uczniowie się nie nudzili. Wbrew pozorom gimnazjaliści pracowali zadziwiająco dobrze, ale mały strach towarzyszył mi przed każdymi zajęciami. Pogódź się z tym, że to normalne i to uczucie będzie Ci towarzyszyć.

NIC NA POCZĄTKU NIE JEST PERFEKCYJNE. I TO JEST OK.

Kiedy robisz coś pierwszy raz, drugi, piąty, a nawet pięćdziesiąty piąty możesz się pomylić. Daj sobie do tego prawo do błędu, przecież skoro zaczynasz się czegoś uczyć nie będzie to od razu doskonałe. Kiedy zaczynałam grę na skrzypcach moje granie przypominało… niekoniecznie utwór muzyczny. Bolały mnie opuszki palców od przyciskania strun, a drugą ręką nie umiałam wygodnie złapać smyczka. Minął miesiąc i było już dużo lepiej. Po roku nie miałam już najmniejszego problemu. Czy gdybym wtedy zraziła się własną nieudolnością to poszłabym na studia muzyczne? Nie sądzę.

Nie przejmuj się opinią innych i działaj. Zawsze mam z tym duży problem, a później okazuje się, że ludzi wcale nie interesuje moje życie tak bardzo jak mi się wydawało. A jeśli nawet to będą to komentować przez dwa dni. I co z tego? To tylko dwa dni z Twojego życia, a przecież zyskać możesz dużo więcej.

WYCIĄGAJ WNIOSKI

Jeśli coś się nie udało nie znaczy to, że jesteś beznadziejna. Oznacza to tylko to, że którąś z opanowywanych czynności trzeba wykonać po prostu inaczej. I tylko tyle, nie dodawaj sobie za wiele. Błędy to informacje zwrotne dla nas, które umożliwiają nam dojście do sukcesu. To wiadomość, że może warto spróbować podejść do tematu od innej strony, wykorzystać inne zasoby.

Jak ja sobie radzę, gdy coś się nie uda? Po niepowodzeniu czuję wewnętrzne kłucie i jest mi smutno. Taki przygnębiający stan nie trwa długo, bo po jakimś czasie myślę sobie dobra, trzeba żyć. Wstaję, wstawiam pranie, idę na spacer, rozmawiam z ludźmi. Definiuję swoje uczucia, nazywam je. Mówię: wiesz, jest mi smutno, ale może zdarzy się niedługo coś lepszego. Mija tydzień, a ja znów marzę, planuję i chcę.

Szukam sposobu – jak mnie nie wpuszczą drzwiami to wejdę oknem.

 

  • No właśnie. To czego się boimy to strach przed czymś. Strach nawet przed porażką gdy ktoś chce być perfekcyjny. Już nie mówiąc o strachach, które każdego nękają. Co jeśli nie wyjdzie itd 🙂 Dobry artykuł a porównanie z dziećmi jest wspaniałe. Dziecko jest przykładem tego jak żyć tu i teraz bez obciążenia przeszłością i bez zbytniego myślenia co będzie jeśli się nie uda. Robi to dziś a jutro będzie dopiero jutro 🙂