Dwa lata bez pracy – punkt zwrotny w moim życiu

Dwa miesiące temu dotarło do mnie, że nie pracuję już od dwóch lat. 730 dni. Tyle poranków, korków w drodze do pracy, drożdżówek kupionych na szybko w pobliskim sklepie, śniadań o 15, pracowitych wieczorów, koncertów i prób, konkursów, marzeń i wyzwań – tyle mnie ominęło. Tak wyglądało moje życie, w biegu z płócienną siatką na ramieniu. Wychodziłam z domu o 6, a wracałam późnym wieczorem, czasem nocą. Lubiłam taki pęd codzienności, tempo rozwiewające włosy i chwile pełne niespodzianek.

Co się zmieniło?

Zaszłam w ciążę. Początkowo wyobrażałam sobie siebie dalej jako aktywną społecznie i zawodowo dziewczynę. Mój organizm miał inne plany i kazał zwolnić. Każdego dnia moje życie zwalniało. Bywały momenty, że ciężko mi było sobie z tym poradzić i okiełznać 1000 pomysłów na minutę. Uczyłam się wyciszać, żyć w tempie slow, myśleć o jakości każdego dnia i tego co robię. Część ciąży z polecenia lekarza przeleżałam, a jedynym zajęciem było czytanie książek i głaskanie kotów.

Kiedy urodziła się mała Zosia świat stanął na głowie, a ja kompletnie uległam tej miłości małych, delikatnych rączek i brązowo- niebieskich oczu. Niektóre z Was piszą, że zazdroszczą mi niechodzenia do pracy, herbaty w ogródku, słuchania deszczu późnym wieczorem. Mam czas na herbatę, ale często to zaledwie kwadrans. Robienia zdjęć uczę się w biegu. Makijaż robię 3 minuty. Według mnie macierzyństwo to dużo cięższa praca, fizyczna, całą dobę. Świadczy o tym moja kondycja, dużo lepsza niż przed posiadaniem dziecka. Często przeglądam oferty pracy i bardzo bym chciała wrócić do zawodowej formy, choć teraz jest to niemożliwe, całe dnie spędzam sama z małą. Pokornie czekam i wiem, że w końcu przyjdzie odpowiedni moment. W międzyczasie założyłam bloga, znalazłam to małe miejsce, gdzie spotykam wspaniałych ludzi. Choć czasami brakuje mi czasu na odezwanie się do Was to jestem i cieszę się każdą wiadomością od Was. Od dwóch lat nie przespałam całej nocy, ale przestałam na to zwracać uwagę. Takie rzeczy tylko miłość robi z człowiekiem.

Slow life

Dwa lata, które minęły nauczyły mnie slow life. Pokazały mi jak celebrować codzienność, zauważać małe rzeczy, drobne radości. Przypomniały jak ważni są ludzie, z którymi przebywamy, za jakimi tęsknimy i do których dzwonimy. Jak nic innego pokazały kim jestem, zmusiły do myślenia czego chcę, co lubię, jaka jestem i jaka chciałabym być. Skonfrontowały wyobrażenia z codziennością. Ogrom obowiązków nauczył pokory. Mogę śmiało powiedzieć, że nauczyłam się żyć na nowo.

A Ty?

Cały czas się uczę, każdego dnia. Jestem niesamowicie ciekawa, gdzie ta codzienność zaprowadzi mnie za kilka lat. A Ty, masz punkt zwrotny w swoim życiu? 

  • Ja bym nie mogła wytrzymać bez pracy. Ale takiej… na moich warunkach 🙂 Dlatego w czerwcu rzuciłam etat i w całości poświęciłam się własnej działalności 🙂 To był dla mnie taki punkt zwrotny właśnie. Zdecydowanie bardziej dbam o siebie i swoje potrzeby od tego czasu 🙂

    • Emilia, też mnie kusi praca na swoim 🙂 Jeszcze macam temat, ale to zdecydowanie coś kuszącego. Cieszę się, że podzieliła ś się swoją historią. Zapraszam częściej :))))

  • Ja nie pracuję od lutego 2013 roku z krótką pół roczną przerwą na nową pracę, którą również porzuciłam dla kolejnego dziecka. I tak “siedzę” sobie w domu, chociaż nie można tak powiedzieć, bo często aż do wieczora nie mam czasu, aby usiąść. Ostatnią noc przespałam zanim zaszłam w drugą ciążę, ale i tak jest mi dobrze, bo wiem, że ma to swój cel :-D.
    A kiedyś dzieci urosną, ja odpocznę i będę mogła wrócić do pracy.

    • Mam podobne podejście:) Wiele to nie ma wspólnego z siedzeniem;) ale to zmęczenie czasem wcale nie jest ważne. Dużo siły i wytrwałości Ci życzę, ściskam!:)

  • Bardzo pięknie napisany tekst! Bardzo ważne jest dostrzegać to, co pięknego ofiaruje nam codzienność…a której często nawet nie dajemy szansy! Powinnaś te piękne chwile z córeczką celebrować jak najdłużej i zachowywać w pamięci, bo one już nigdy nie wrócą…tak jak utworu nie da się zagrać dwa razy tak samo…
    Pozdrawiam ciepło! 🙂

    • Ale piękne te porównanie do utworu 🙂 Codzienność okazuje się piękniejsza niż niejedne fajerwerki. Fajnie, że mnie odwiedziłaś 🙂

  • Coś w tym musi być, bo choć moja historia nieco różni się do Twojej, to tylko i wyłącznie urlop macierzyński spowodował to, że podjęłam decyzję o zmianie swojego stylu życia o 180 stopni. Nie żałuję, a moje slow life służy mi jak nic innego 😉 Wyciągam z tej filozofii to co dla mnie i mojej rodziny najlepsze.

  • Tak bardzo podziwiam wszystkie mamy. Nie potrafię sobie wyobrazić tego jak bardzo wszystko się zmienia… i tego, że świat zwalnia i przyśpiesza jednocześnie.

    • Pięknie napisałaś i masz całkowitą rację. Tempo życia staje się jakąś abstrakcją 🙂 To cudny czas, ale bywa trudny.
      Ola, miło mi że mnie odwiedziłaś. Ą ja się skrycie kocham w Twoich zdjęciach i blogu 🙂 <3

      • Asiu, dopiero zauważyłam Twoją odpowiedź. Pięknie dziękuję za przemiłe słowa..! 🙂 Miłego dnia!