Zawodowy powrót

Jestem muzykiem. I choćby nie wiem co się działo to chyba zawsze będę śpiewać pod nosem idąc rano po bułki, jadąc samochodem i sadząc kolejny krzaczek poziomek w ogródku.

 

Zawsze będę kochać ten kawałek drewna ukształtowany przez lutnika w skrzypce. Dała mi je moja babcia. Do dziś pamiętam jak nieśmiało wyciągnęła je z dna szafy, a ja oddałam im całą siebie. Godzinami grałam historie z mojego życia: o wolności i byciu sobą, o przyjaźni która nie przetrwała i pierwszej miłości.

I jeszcze to.

 

Nauczycielka. Choćbym uciekała przed tym na koniec świata to lubię te uśmiechnięte buzie dzieciaków i szkolny rytm dnia. Zbija mnie z tropu tylko rutyna i wtedy klnę na edukację najróżniejszymi epitetami z naszego języka. Wtedy się wypalam, usycham. Potem znajduję piosenkę o czymś dobrym i ładnym, i chcę by chociaż mała część młodych ludzi czerpała z jej piękna. Bujam się na wahadle, między młotem a kowadłem.

Powroty do pracy nie są łatwe. Niedawno podsumowałam co dały mi dwa lata bez pracy, a teraz uparcie walczę, by zawodowa aktywność dalej pozwalała mi żyć slow life. Dalej chcę pisać, czytać, działać online i nie tracić tego miejsca. Być dla siebie dobra i pić herbatę w ogródku. Posadzić cebulki tulipanów, zrobić tysiąc zdjęć. I marzyć. Mimo pracy, obowiązków i rzeczywistości.

Mimo wszystko.