Jak się odważyć?

Przy­chodzi w życiu moment kiedy coś zaczy­na uwier­ać.  Przesy­pu­je się niewin­nie jak kamyk w bucie i co kil­ka kroków wciska się w piętę. Niby nie boli, ale cią­gle o sobie przy­pom­i­na, a Ty już nie masz poczu­cia pełnego kom­for­tu. Cza­sem chce­my coś zmienić, ale najzwycza­jniej nie wiemy jak. Snu­je­my plany, myślimy że w sum­ie czemu nie, prze­cież może­my być kimś innym. Potem prag­nie­nie umiera w zar­o­d­ku i odradza się z tęs­knotą co jak­iś czas. Tyle, że wtedy wali ze zdwo­joną siłą, a Ty już głupiejesz, czy to chwilowa zach­cian­ka, czy pora na radykalny krok.

Możesz zmienić wszystko

Ciężko uwierzyć? A jed­nak. Życie może­my zmieni­ać, przestaw­iać, tasować. W tym czego już dokon­al­iśmy czu­je­my się bez­piecznie, mamy doświad­cze­nie i pewną wiedzę. W naszej rzeczy­wis­toś­ci przewi­ja się poczu­cie bez­pieczeńst­wa zwane stre­fą kom­for­tu. Słysza­łeś o niej? Jeśli nie to wyobraź sobie, że siedzisz w ciepłych kap­ci­ach przy kominku, pop­corn w pudełku i film w tv. Żad­nego wysiłku, jest bez­piecznie i miło. A jed­nak niekiedy dobrze z tej stre­fy wyjść i naraz­ić się na życie. Na ryzyko. Na coś nowego. Zmi­ana pra­cy, miejs­ca zamieszka­nia czy nawet koloru włosów. I nawet mnie- miłośniczce zmi­an ciężko to wychodzi.

Jak się odważyć

Po pros­tu. Zacząć dzi­ałać. Nie trze­ba nagle i od razu. Moż­na oswa­jać swo­jego pot­wo­ra mały­mi kroka­mi. Głaskać po głowie, potem za uchem. Następ­ne poroz­maw­iać i wziąć na spac­er. Warto przy­tulić i zaak­cep­tować, a może z cza­sem pokochać. Nie myśleć co powiedzieli o tym zna­jo­mi na fejsie, bo po co sko­ro to nie ich cyrk i małpy. Nie patrzeć za siebie i nie pod­dawać się wąt­pli­woś­ciom. One były i będą. A zmi­any dają rozwój, nawet jeśli mamy wraże­nie, że są nie do koń­ca trafione. Pozwala­ją zapom­nieć o marnej nudzie i sta­gnacji, a żyć i odd­y­chać pełną pier­sią. Moc­no.

  • Cza­sa­mi wystar­czy pros­ta rzecz — ruszyć tyłek, zacząć dzi­ałać. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby real­i­zować swo­je marzenia. Naszy­mi ograniczeni­a­mi jesteśmy tylko my sami i nasze “wpo­jone” zahamowa­nia. Bo kto chce, szu­ka sposobów. Kto nie chce, powodów 🙂