Czasem trzeba odpuścić

Tak bardzo chciałam napisać dziś coś mądrego, takiego, że kapcie spadają, kiedy się czyta. Bardzo wierzyłam, że to się uda, mimo ostatniego zmęczenia, kiepskiego snu i braku czasu. Pomimo tysiąca minut, gdy zastanawiam się, kiedy powstanie post i czy to ma sens. Mimo słońca i deszczu, rano lub wieczorem. Dziś Was przepraszam i mówię: nie dałam rady.

Czułam ogromną presję siebie na sobie, że muszę. Po prostu choćby nie wiem co się działo. Ciśnienie rosło, czasu nie przybywało, a frustracji adekwatnie tak. Czuję, że chcę pisać, mam tysiąc jeden pomysłów na ciekawe wpisy, które obiecuję, że będą! Zawsze pisałam i zawsze to kochałam, i choćby nie wiem jak mało osób było w tym ze mną to będę pisać. Bo chcę, bo to kocham, bo to daje mi frajdę i satysfakcję. Bo czuję się spełniona po napisaniu tekstu. Bo marzę, że kiedyś napiszę książkę i będzie ona piękna, pełna inspirujących zdjęć i ujmujących słów.

Nie jestem z siebie zadowolona, że zabrakło mi czasu na mądry i kreatywny wpis, ale życie uczy mnie, że czasem muszę odpuścić. Spojrzeć tęsknie na czarną klawiaturę laptopa, niewielkie pomarańczowe karteczki z notatkami. Przeczekać i robić swoje. Inspirować się i zapisywać między porannym piciem herbaty a zabawą z Zojką. Być szczera ze sobą i z Wami. Nie rezygnować i wierzyć, że gorszy czas zaraz minie.  Wpuścić powietrze do płuc i odetchnąć głęboko. Przecież zaraz przyjdzie ten lepszy czas, prawda?

Życie to sztuka rezygnowania i wybierania priorytetów. Łapania tego co się wali i patrzenia w prawo, kiedy cała reszta spogląda w lewo. Doceniania i wdzięczności. Siadania z dzieckiem i czytania książki o małej białej rybce. Patrzenia jak spokojnie zasypia i ściska w swojej drobnej rączce Twój palec.

Cały ten świat kreujemy sobie sami poprzez wybieranie, decydowanie i próbowanie. Przez rezygnowanie, odpuszczanie i poskramianie tęsknoty. Nie da się mieć ciastko i je zjeść.

Musisz czasami odpuścić, a być może potem wrócić z nową siłą. Już na dobre.

  • Święte słowa, też się tego cały czas uczę. Pamiętam, że jak założyłam bloga, tuż przed podróżą do Azji to postanowiłam pisać post raz na tydzień. Okazało się to nierealne, bo internet był kiepski albo nie miałam sił. Sporo trwało zanim sobie to poukładałam i potrafiłam olać dodanie zdjęcia na FB… Ale da się 😉

    • Też walczę z regularnością…, ale w Azji to dopiero wyczyn! Podziwiam bardzo, bardzo 🙂